|
Długość
Cecha najszybciej się kojarząca z wędziskiem, dziś
istotny problem stanowi tylko w niektórych zastosowaniach. Przede wszystkim- w
metodach klasycznych, spławikowych. Już w łowieniu potocznym, rekreacyjnym,
często potrzebujemy długości sześcio, a nawet siedmiometrowych, nieosiągalnych z
użyciem tradycyjnych materiałów i technologii (przynajmniej bez wyraźnego
pogorszenia innych właściwości).
W praktyce wyczynowej nader często trzeba
sięgać po wędziska dziesięcio-, a nawet czternastometrowe. W zawodach
europejskiej klasy mistrzowskiej nierzadko przeważają maszty jeszcze dłuższe,
szesnastometrowe (sześć pięter w nowym budownictwie!), jeszcze kilka lat temu
wyrabiane tylko na specjalne zamówienie. Chociaż te wędziska dłuższe niż
siedmiometrowe przydają się czasem także poza zawodami, wypada przed nimi
przestrzec. Wymagają bowiem dużych umiejętności w posługiwaniu się.
Wystarczy
sobie uświadomić, że dwucentymetrowy ruch ręki trzymającej przy dolniku oznacza-
przy przeciętnym rozstawie chwytu- już dwudziestocentymetrowy skok szczytówki.
Toteż bez odpowiedniego przygotowania nadmierna długość raczej przeszkodzi niż
pomoże. Co równie ważne: niezmiernie łatwo o uszkodzenie drogiego sprzętu,
choćby wskutek uderzenia o twardą krawędź. W pozostałych metodach długość nie
przekracza tego, co było osiągalne od dawna. W odległościówce angielskiej i
przystawkach rzadko przekracza pięć metrów. W muchówkach nawet tego nie. W
spinningu mieści się najczęściej między dwoma a trzema metrami. W podlodówce
bywa zgoła symboliczna: kilkanaście centymetrów. W tych wszystkich
zastosowaniach poszukiwania idą zatem w kierunku uzyskania jak najlepszych
innych właściwości: lekkości, wytrzymałości, rodzaju ugięcia.
Z długością
natomiast ściśle wiąże się inna cecha geometryczna: grubość. Wiadomo przecież,
że musi ona maleć w kierunku od dolnika do szczytówki. Skutek tej zbieżności
jest taki, że w wędziskach bardzo długich nadmiernie rośnie średnica uchwytu.
Duży jest także opór powietrza. Zmusza on do dużego wysiłku w razie bocznego
wiatru. Uniemożliwia też szybkie ruchy; to jeden z powodów, dla których długimi
wędziskami nie wolno robić wymachów. Ale i przy krótszych pożądana jest jak
najmniejsza grubość. Częstokroć bowiem operowanie nimi wymaga stałego
wymachiwania (spinning, sztuczna muszka) i dobrze, jeśli przecinają powietrze z
możliwie małym oporem. Cienkość osiąga się przez zastosowanie odpowiednich
materiałów i konstrukcji, o czym niżej.
Akcja
Cecha bardzo ważna, a nadal jeszcze nagminnie
lekceważona. Określa ona sposób, w jaki wędzisko ugina się pod obciążeniem. Im
mniejszy odcinek się poddaje, czyli im ono sztywniejsze, tym szybciej i
precyzyjniej przenosi na zestaw ruchy ręki. Taka akcja sprzyja więc
błyskawicznemu zacinaniu. Im większa część wędziska się ugina, tym bardziej
opóźnione przekazywanie ruchów, ale też tym większa zdolność tłumienia
szarpnięć. Czy to tych pochodzących od broniącej się ryby, czy tych
spowodowanych nerwowym zachowaniem wędkarza.
Taka akcja sprzyja więc łagodnemu
zarzucaniu zestawu oraz ochronie żyłki przed zerwaniem. W użyciu pozostaje kilka
systemów nazywania i oznaczania akcji. U nas najbardziej się przyjął literowy:
sztywna, szczytowa lub szybka A (ugina się tylko krótki odcinek szczytowy),
środkowa lub półsztywna B (ugina się jedna trzecia długości) oraz dolna,
paraboliczna albo powolna C (ugina się prawie całe wędzisko). Tę ostatnią
określa się czasem jako krowi ogon.
Niektórzy wytwórcy stosują skalę
czterostopniową, w której akcję największą oznacza się literą D. Firma DAM z
kolei używa oznaczeń cyfrowych; poszczególne liczby oznaczają ciężar, powodujący
znamionowe ugięcie ustalonego odcinka. 4,5-5 odpowiada tu akcji A, 3,5-4,0 B,
2,5-3,0 C, 1,5-2 zaś D. A i B bywają też zwane akcją amerykańską, C- niemiecką,
D- angielską. Tę ostatnią, dawniej zwaną też francuską, spotyka się w wędziskach
muchowych. Cechuje się ona ugięciem nierównomiernym: większym w części dolnej
niż w górnej, przez co powstaje charakterystyczne załamanie. Pożądaną akcję
uzyskuje się przez nadawanie poszczególnym partiom wędziska odpowiedniej
zbieżności i grubości ścianek, a także przez dobieranie materiałów.
Dostosować
ją należy przede wszystkim do rodzaju łowienia, o czym w odpowiednich
rozdziałach. Ale także do własnych umiejętności i rodzaju reakcji ruchowych.
Początkujący oraz impulsywni powinni unikać zbyt sztywnej. Flegmatycy zaś niech
się właśnie ku niej skłaniają, gdyż wyrówna niedostatki refleksu, które miękka
spotęguje. Akcję miękką można przy zacięciu przyśpieszyć. Polega to na wykonaniu
szybkiego ruchu w kierunku przeciwnym, czyli w dół. Na zasadzie reakcji
szczytówka wykonuje wówczas wahnięcie w górę. Nie jest to praktyka godna
zalecenia. Zawodna, a w dodatku skutkuje niewłaściwymi nawykami
ruchowymi.
Wytrzymałość
Trzeba wyróżnić dwa rodzaje obciążeń, jakim wędzisko jest poddawane:
statyczne i dynamiczne. Z pierwszymi mamy do czynienia np. podczas jednostajnej
ucieczki ryby. Z drugimi- głównie przy zarzucaniu wędki. Miarą wytrzymałości na
te pierwsze jest tzw. siła użytkowa. Po jej przekroczeniu grozi zniszczenie
wędziska. Niekoniecznie musi ono polegać na złamaniu lub pęknięciu. Zmiany
wewnętrzne także czynią je niezdatnym do użytku- np. wskutek miejscowego
osłabienia lub utraty elastyczności. Wyznaczenie siły użytkowej jest trudne. W
literaturze wędkarskiej spotyka się wprawdzie wskazówki co do tego.
Sprowadzają
się one do poszukiwania obciążenia, pod którym szczytówka ugnie się do kąta
prostego względem osi wędziska. Nie zawsze jednak jest ono równoważne sile
użytkowej. W praktyce zresztą jej poszukiwanie nie ma specjalnego znaczenia,
gdyż wytrzymałość żyłki i tak jest zwykle niższa. Niemniej trzeba unikać
nadmiernego obciążenia- np. unoszenia ryby nieco większej, forsowania zaczepu.
Szczególnym rodzajem obciążenia statycznego jest własny ciężar wędziska.
Oddziałuje on najmocniej, kiedy trzyma się je poziomo. W wyniku tego powstaje
pewien zwis, zależny od ciężaru, sztywności i długości. Wyraźnie zauważalny
staje się przy długościach większych, charakterystycznych dla łowienia
spławikowego.
Jako znormalizowaną jego miarę przyjmuje się wysokość uniesienia
najwyższego punktu wędziska, trzymanego tak, by końce dolny i górny znalazły się
na jednym poziomie. Wytrzymałość na obciążenia dynamiczne określa maksymalny
ciężar wyrzutowy. Proporcja, w jakiej pozostaje on do siły użytkowej, zależy od
rodzaju wędziska. Przy spinningowych jest na ogół około pięćdziesięciu razy
mniejszy. Oznacza największy dopuszczalny ciężar zestawu, jaki można zarzucać z
wykorzystaniem sprężystości wędziska.
Dotyczy więc głównie spinningu, sztucznej
muszki i metod odległościowych. W wypadku długich wędzisk do łowienia
spławikowego sama ich masa przekracza tę wartość- i to główny powód, dla którego
nie wchodzi w grę zarzucanie nimi zestawu, o czym wcześniej napisałem. Większość
szanujących się wytwórców podaje maksymalny ciężar wyrzutowy swoich wyrobów.
Jego przekroczenia można się dopuścić tylko pod warunkiem, że zarzucać się
będzie w sposób zbliżony do statycznego. Na przykład- przez włożenie zestawu do
wody, albo przez zastosowanie specjalnej techniki; wędkarze warszawscy z
powodzeniem opanowali dalekie zarzucanie ciężarków prawie ćwierć- kilogramowych
z użyciem wiotkiego radzieckiego wędziska teleskopowego.
Trzeba się jednak z tym
liczyć, że każdy nieopatrznie energiczny ruch może oznaczać złamanie kija; nie
takie wszelako, jakiego się życzy w popularnym pozdrowieniu wędkarskim.
Niektórzy producenci oprócz maksymalnego podają także minimalny ciężar
wyrzutowy. Tu chodzi nie o zabezpieczenie wędziska, lecz o wykorzystanie jego
sprężystości. Pod niższym po prostu się nie ugnie. To zaś oznacza ograniczenie
donośności i celności rzutu. Dla zorientowania, jakie wartości przyjmują te
ciężary, prześledźmy ich granice dla niektórych wędzisk firmy DAM: 5-metrowe
Match Spezial CF- 2 do 15 g; 6-metrowe 5 do 25 g; przystawkowe sandaczowe 3- lub
4,3-metrowe Carbo Spezi Zander- 20 do 40 g; podobne karpiowe, 3-lub 3,6-metrowe
Carbo Spezi Karpfen- 30 do 60 g; 2,4-, 3,6- lub 5- metrowe szczupakowe Carbo
Spezi Hecht- 40 do 80 g; wyczynowe, skonstruowane wpólnie z francuskim
Garboli-no, 4,5- do 6,5-metrowe Garboring UL 2 do 25 g; lekkie spinningowe
Master CF 30- 15 do 20 g przy długości 2,1 m, 15 do 30 g przy 2,4 do 3 m;
pilkerowe 2,4-metrowe Classic Boot- 100 do 200 g.
Wyważenie
Dla wygody i skuteczności operowania wędziskiem znaczenie ma nie tylko
ciężar, ale i jego rozłożenie. Tak dalece, że swego czasu dociążano stopkę; mimo
ogólnego zwiększenia masy lżej się trzymało. W spinningu i sztucznej muszce za
przeciwwagę służy kołowrotek. W wędziskach długich wyważenie stanowi cechę
konstrukcyjną, na którą należy przy zakupie zwracać uwagę taką samą, jak na
akcję, sztywność, lekkość.
Materiały
Do przeszłości należą tworzywa tradycyjne, jak drewno rodzime, zdrewniałe
trawy (bambus, tonkin), czy krótko w historii wędzisk obecne metale. Oczywiście,
z braku wyboru spotyka się jeszcze niektóre z nich. Porządna konstrukcja, np. z
dolnikiem jesionowym, środkiem leszczynowym i szczytówką jałowcową, może się
zresztą okazać lepsza od podejrzanej teleskopówki. Zwłaszcza jeśli wykonawca
miał cierpliwość wydrążyć grubsze elementy, zmniejszając w ten sposób masę i
zwiększając sztywność. Niejeden też wędkarz, zwłaszcza starej daty. najchętniej
posługuje się doskonałą choć przyciężkawą klejonką. Ogólnie jednak wśród
materiałów wędzisk królują tworzywa syntetyczne. W nielicznych już tylko
konstrukcjach mają postać litego pręta.
Zdecydowanie przeważają wyroby w postaci
cienkościennych rurek. Lekkie, mocne, a przy tym trwałe bez specjalnej
konserwacji, tak uciążliwej w wypadku wędzisk z materiałów naturalnych.
Podstawowym tworzywem jest żywica epoksydowa zbrojona włóknem szklanym lub
poliestrowym. Ona, odporna na ściskanie, pełni rolę taką jak beton w żelbetonie
lub lignina w drewnie. Ono, odporne na rozciąganie, pełni rolę odpowiednio
zbrojenia stalowego lub włókien celulozy. To połączenie własności pozwoliło
właśnie długość wędzisk, w tradycyjnym wykonaniu ograniczoną do niespełna pięciu
metrów, powiększyć do metrów ośmiu, a w najwyższej klasy wyrobach (nawet do
dziewięciu) z jednoczesnym utrzymaniem w dopuszczalnych granicach zarówno
ciężaru (niewiele ponad kilogram), jak i średnicy chwytu (do pięciu
centymetrów).
W wędziskach krótkich możliwe stało się uzyskanie nieosiągalnych
dotąd właściwości: lekkości, wytrzymałości, cienkości. Jednocześnie otworzyły
się nowe możliwości kształtowania akcji. Dalej rozwój poszedł w dwóch
kierunkach. Jeden to doskonalenie struktury. Wykorzystano mianowicie tworzywa
tzw. kompozytowe (niektórzy zetknęli się z nimi w gabinecie dentysty). Stanowią
one jakby graniczny etap zagęszczenia zbrojenia. Wiadomo, że np. w żelbetonie
kilka prętów cieńszych daje wytrzymałość znacznie wyższą niż jeden gruby, mimo
że łączny przekrój jest ten sam. Po prostu materiał jest bardziej jednorodny.
Nie jest tak, że znaczna jego część ma właściwości samego tylko betonu, a więc
jest krucha, inna zaś samej tylko stali, jest więc podatna na ściskanie. W
kompozytach poszczególne składniki przenikają się już w obrębie cząsteczek
chemicznych (olbrzymich, bo chodzi przecież o polimery). Daje to nadzwyczajne
wyniki. Wędziska z takich materiałów (oznaczane nazwą composite lub jej odmianą
językową) odznaczają się cechami zgoła niezwykłymi. Na przykład łączą miękkość i
elastyczność, zapewniając tłumienie drgań.
Coś jak amortyzatory samochodowe,
poddające się miękko przy wyboju, ale potem twardo się opierające kolejnym
wahnięciom. Niewiele, doprawdy, przesady zawiera slogan reklamowy o wędziskach z
kompozytów inteligentnych. Drugi kierunek polegał na wprowadzeniu nowych włókien
o skrajnie wysokiej wytrzymałości- węglowych i, w mniejszym zakresie, borowych.
Wyroby z pierwszymi mają w nazwie człon "carbo" lub "graphite", z drugimi
"boron". Długość wędzisk do metody klasycznej osiągnęła teraz kilkanaście metrów
(do jedenastu w wyrobach względnie popularnych, szesnastu- w wyczynowych). Na
ogół stosuje się tu włókno węglowe lub mieszanki z jego przewagą.
Borowe, jako
droższe, spotyka się raczej w wędziskach mniej materiałochłonnych:
spinningowych, muchowych. Przykładowy układ materiałów w ściance wędziska widać
na rysunku. Wzdłużne struny epoksydowe i wzmacniające drobiny wypełniacza
(węglika krzemu) są spojone włóknami węglowymi. Całość otacza falisty płaszcz o
wysokiej sprężystości. Na oddzielne omówienie zasługuje tu układ włókienek
węglowych. Nie od razu był taki jak widać na rysunku. Początkowo były one
uporządkowane, zwrócone wzdłuż osi wędziska. Dawało to wysoką wytrzymałość na
zginanie, ale nie chroniło przed siłami bocznymi powodującymi spłaszczanie.
A
przecież działają one nie tylko przy- na przykład- prostackim nadepnięciu, ale
wskutek wyginania wędziska. Łatwo to sprawdzić przez zgięcie cienkościennej
rurki igielitowej. Toteż wędziska z równoległym układem włukien są podatne na
pęknięcia wzdłużne, powodowane rozstępowaniem się strun epoksydowych w części
bocznej. Przywarę tę udało się usunąć po uzyskaniu nieuporządkowanego układu
włókienek. Odpowiada on znanej w metalurgii strukturze włośnicowej i tak jak ona
został z angielska nazwany whiskerowym. W wędziskach typu Whisker struny zostały
zatem przewiązane także poprzecznie.
Podniosło to wytrzymałość na zgniecenie
oraz nadało większą sztywność. Niezależnie od tego twórcy wędzisk szczególnie
wysokiej klasy nie zrezygnowali ze wzmacniania płaszcza zewnętrznego. Wyniki
szczególnie imponujące dało zastosowanie oplotu z kompozytowego włókna o
firmowej nazwie "Keviar", opracowanego przez amerykański koncern chemiczny "Du
Pont" dla potrzeb techniki satelitarnej. Uzyskano w nim niewiarygodny stosunek
sztywności do ciężaru. Stal, mająca gęstość 7,85 g/cm3 (czyli centymetrowy
sześcian waży bez mała osiem gramów), daje wytrzymałość na zerwanie równą 60
hektobarom.
Tak zwane wysoko modułowe włókno węglowe odpowiednio 1,95 i 200.
Czyli jest czterokrotnie lżejsze i jednocześnie przeszło trzy razy mocniejsze.
Keviar zaś- 1,45 i 340; pięć razy od stali lżejszy i prawie sześć razy
mocniejszy. Nic dziwnego, że zastosowanie go w karoserii samochodu Audi Quatro
pozwoliło jej masę zmniejszyć o 200 kg. Wykorzystują to tworzywo także
konstruktorzy najwyższej klasy jachtów regatowych- do żagli oraz olinowania. Dla
porównania z innymi nowymi materiałami stosowanymi w wędziskach: podczas gdy
moduł sprężystości (wielkość pośrednio charakteryzująca wytrzymałość na
zerwanie) wspomnianego węglowego włókna wysoko modułowego wynosi 38 (pomińmy
jednostki), a jego zmodyfikowanej wersji VHM (ang. Very High Module = Bardzo
Wysoki Moduł)- 50 przy gęstości 1,91 (czyli sporo mocniejsze choć nieznacznie
lżejsze), to dla zwykłego włókna węglowego o wysokiej wytrzymałości wynosi on
zaledwie 23,5; jednakże jest ono znacznie lżejsze- gęstość 1,78.
Włókno szklane
natomiast, o gęstości aż 2,54, ma moduł równy 7,3. Różnica widoczna aż za
dobrze. Ten przegląd właściwości, może nużący dla nieobytego z wielkościami
fizycznymi, pozwala zrozumieć, dlaczego w wypadku ośmiometrowego wędziska z
żywicy zbrojonej szkłem za duże osiągnięcie uważano uzyskanie ciężaru 1350 g
przy 5-cm średnicy chwytu, podczas gdy jedenastometrowy Whisker Keviar waży
zaledwie 725 g i w najgrubszym miejscu ma średnicę 3,5 cm..
Wszystko razem,
oczywiście, przy idealnej pracy całości. Belgijska firma "Browning", znana też z
produkcji broni myśliwskiej, a wykorzystująca osiągnięcia francuskiego programu
kosmicznego Arianne, wymiennie z otuliną kewlarową stosuje spiralną owijkę z
tytanu. Jej Spiral Pro Titanium waży 570 g przy długości 9,4 m (niewiele więcej
niż 4-metrowy bambus) oraz 740 g przy 10,7 m. Zwis wynosi odpowiednio 6 cm
(najwyższy punkt w odległości 4, 4 m od górnego końca) oraz 11 cm (4,7 m od
końca). Praktycznie zatem wędzisko trzymane poziomo nie ugina się; 1-procentowy
zwis jest niemal nie do zauważenia. Środek ciężkości w wersji krótszej wypada
3,13 m od stopki, w dłuższej- 3,62. W połączeniu z niewielką (ok. 3 cm) średnicą
chwytu daje to dużą wygodę łowienia.
Oprócz tych wędzisk Formuły l, niezwykle
kosztownych (do półtora tysiąca i więcej dolarów) i w łowieniu potocznym,
użytkowym, nie zbyt przydatnych, wytwarza się różne bardziej popularne: od
tradycyjnych niejako z włóknem szklanym, do zawierających mniejszą lub większą
domieszkę węglowych czy borowych. Właściwości pozostają na ogół w proporcji do
ceny. Może nawet zanim książka ta dotrze do Czytelników, już któreś z rzadkich
tworzyw spowszednieje i potanieje, pojawi się jakieś nowe. Dziś wszystko idzie
szybko. Poszukiwania przecież trwają.
Złącza
Coraz rzadziej stosuje się złącza metalowe. Tradycyjne skuwki, w postaci
cienkościennych rurek mosiężnych, praktycznie się skończyły wraz z drewnem czy
bambusem jako materiałem konstrukcyjnym. Ich pogrubione odmiany spotyka się
jeszcze w wędziskach krótkich: spinningowych, muchowych, morskich. Zdecydowanie
przeważają obecnie złącza z materiału samego wędziska, co najwyżej wzmocnione na
końcach cienkościennymi pierścieniami metalowymi lub omotkami.
W wyrobach
wyższej klasy ich współpracujące powierzchnie modyfikuje się tak, aby uzyskać
pewne trzymanie, a jednocześnie łatwe rozłączanie. Sama konstrukcja różni się w
różnych rodzajach wędzisk. W długich, do łowienia klasycznego (czyli o pracy
głównie statycznej) spotyka się tylko dwa rodzaje złączy: teleskopowe i
nasadowe. W obu segmenty cieńsze na czas transportu i przechowywania chowa się w
grubszych, co jest bardzo wygodne. Teleskopowe dodatkowo bardzo łatwo się
obsługuje. Przy rozkładaniu wysuwa się po prostu kolejne segmenty do góry,
poczynając od szczytówki, i zaciska. Przy składaniu równie prosto chowa się je
po rozdzieleniu jeden w drugi, w odwrotnej kolejności.
Kusi to niektórych do
nonszalanckiego rozkładania przez energiczny wymach wędziska trzymanego poziomo,
składania zaś- przez uderzenie o ziemię trzymanym pionowo. Wypada przestrzec, że
łatwo przy tym o trwałe uszkodzenie. W porównaniu z tymi wędziska nakładane
(czyli o złączach nasadowych) wydają się mniej wygodne. Każdy segment trzeba
bowiem z osobna, po wysunięciu przez dolny otwór grubszego, nałożyć na górną
jego część. Przy składaniu- odwrotnie. Niemniej ten system ma poważne zalety.
Wiążą się one z zasadniczą zmianą funkcji złącza. Tradycyjnie stanowiło ono zło
konieczne; jakoś przecież trzeba wędki przewozić, przenosić, przechowywać.
Możność składania opłacano pogorszeniem właściwości wędziska; każde złącze w
najlepszym razie miejscowo je usztywniało, a często także osłabiało. Pomińmy już
dokuczliwe kłopoty eksploatacyjne, jak wrażliwość na zanieczyszczenie, luzowanie
się lub zakleszczanie itd. One zresztą pozostały. Wykorzystano natomiast złącze
jako element pozwalający uzyskiwać dodatkowe efekty konstrukcyjne i użytkowe. I
tak w wersji nasadowej pozwala ono zmniejszyć zbieżność całości, przy nie
zmienionej zbieżności poszczególnych segmentów. Z czystej geometrii wynika, że
wędziska nasadowe pozostają prawie cylindryczne nawet przy znacznej długości.
Teleskopowe z konieczności mają zbieżność znacznie większą. W miarę zbliżania
się do dolnika ich średnica wzrasta tak dalece, że uciążliwe staje się
trzymanie. Praktycznie długością graniczną jest w tym wypadku 9 m, i to przy
ściankach tak cienkich, że łatwo je zgnieść przez zwykłe ściśnięcie w dłoni.
Toteż dolnik w wyrobach wysokiej klasy jest pogrubiony. Firmy drugorzędne nie
bawią się w takie subtelności. Wypuszczają teleskopy toporne, o jednakowej
grubości ścianki na całej długości, a więc niepotrzebnie wytrzymałe, a za to
ciężkie i obwisłe. Stąd prosty wniosek, że wysokiej klasy wędziskami
teleskopowymi można łowić, jeśli są kompletne.
Skracanie przez odjęcie dolnego
segmentu grozi zniszczeniem choćby przy energiczniejszym wymachu. Możliwość taką
(skracania) dają natomiast nakładane, I to druga ich poważna zaleta. Mniej tu
zresztą chodzi o wszechstronność zastosowania, choć tego też nie należy
lekceważyć, kiedy się kupuje coś tak drogiego. Bardziej natomiast- o możliwości
skracania podczas łowienia. Chodzi o tzw. zestaw skrócony, o którym szerzej w
opisie metody klasycznej. Wszystko to nie znaczy, że należy odrzucić wędziska
teleskopowe. Do długości 8 m wady ich mniej się dają we znaki, pozostają
natomiast zalety. Także w dłuższych złącza takie są nader często stosowane, tyle
że nie na całej długości, jedynie w kilku segmentach najwyższych.
Dolne są
nasadowe. Część szczytowa odznacza się zatem lekkością i sztywnością,
zawdzięczaną konstrukcji teleskopowej, środkowa i dolna- wytrzymałością i
rozbieralnością. W każdym wypadku trzeba się dokładnie upewnić co do rodzaju
poszczególnych złączy. Często bowiem dają się one złożyć niewłaściwie, na
odwrót, co zazwyczaj kończy się uszkodzeniem. W nowych modelach rozróżnienie o
tyle nie sprawia kłopotu, że wyraźnie odbija się wyglądem matowa powierzchnia
robocza, na końcu zewnętrznej zaś można wypatrzyć opaskę metaliczną- mimo że
przez obróbkę anodową nadaje się jej fakturę i kolor bardzo zbliżone do reszty
segmentu.
Złącza teleskopowe wprowadza się także do wędzisk spinningowych i
innych krótkich, z myślą o znacznym zmniejszeniu długości podróżnej. Określa się
je czasem nazwą wędzisk delegacyjnych, jako że mieszczą się w teczce. W
katalogach natomiast spotyka się nazwę Smuggler- (ang. przemytnik). Na ogół
jednak wygodę przewożenia opłaca się tu wartością użytkową: nie najlepsze
rozmieszczenie przelotek, dość przypadkowa akcja. Toteż w wędziskach krótszych i
cieńszych, pracujących przede wszystkim dynamicznie, złączy teleskopowych na
ogół się nie stosuje. Jeśli nawet mają one zbliżoną postać, tzn. górny koniec
dolnika obejmuje dolny koniec szczytówki to wciska się je od góry, nie zaś przez
wysuwanie jednego elementu z drugiego. Jest to więc jak gdyby odwrócone złącze
nasadowe.
Spotyka się je często, m.in. w serii "CF" (Carbon Fibre = włókno
węglowe) firmy "DAM". Na złączu pojawia się w tym wypadku schodek, o wysokości
zależnej od grubości ścianki segmentu dolnego. Tradycyjnymi ale już przez
producentów zarzuconymi złączami były w takich wędziskach tulejki metalowe. Ta
kończąca segment niższy ma średnicę stopniowaną. Tylko w ten sposób, wobec
koniecznej grubościenności rurki (wytrzymałość!) można połączyć końce jednakowo
grube. Przy użyciu rurki prostej, dolny koniec wyższego z łączonych segmentów
musiałby być o tę grubość ścianki cieńszy. Albo trzeba by się więc pogodzić z
wyraźnym osłabieniem albo- z niekorzystnym skokiem średnicy wędziska w miejscu
połączenia. Niektóre wytwórnie wzbogacały to złącze w dodatkowe zabezpieczenia i
wzmocnienia.
Lepsze przyleganie metalu do blanku uzyskuje się, na przykład,
przez uformowanie specjalnych ząbków. Dla ochrony przed wypadaniem szczytówki
(przy energiczniejszym wymachu) wbudowuje się zatrzaski sprężynowe. Jeden z
takich, pod nazwą "Lockfast joint", stosuje firma "Hardy", razem zresztą ze
wspomnianymi ząbkami. Firma "Mitchell" z kolei w wędziskach serii "DF" tulejki
metalowe uzupełnia zabezpieczeniem gwintowanym. Przy tych wszystkich
ulepszeniach pozostają nie usunięte zasadnicze wady złączy metalowych. Przede
wszystkim- szybkie zużywanie przy intensywnym użytkowaniu. Kłopotliwe jest
jednocześnie usuwanie powstałych luzów. W praktyce osiąga się to wyłącznie przez
elektrolityczne pogrubienie tulejki górnej. Jeśli ma ona denko, to nawet nie
trzeba jej w tym celu zdejmować.
Od tego rodzaju niedogodności wolne jest złącze
czopowe, od dość dawna znane i coraz szerzej stosowane. Istotnym jego elementem
jest czop, najczęściej z tworzywa takiego samego jak wędzisko lub zbliżonego.
Jest on na stałe wklejony w dolny z łączonych segmentów. Górny się naciska.
Kawałek czopu musi jednak pozostać odkryty. To nieschodzenie się krawędzi górnej
z dolną może sprawiać wrażenie niedopasowania. Jest jednak konieczne. W miarę
zużywania zbliżają się one. Jeśli się zejdą, to już po wędce. Dlatego trzeba
pilnować złącza i zawczasu czop pogrubić. W wędziskach zbrojonych włóknem
szklanym można w niego wetrzeć nieco żywicy epoksydowej, a po stwardnieniu lekko
przeszlifować drobnym papierem ściernym do uzyskania pierwotnej odległości
między krawędziami segmentów. Lepszy skutek osiąga się smarując czop woskiem
pszczelim.
Jest on niezastąpiony zwłaszcza w wędziskach z włóknem węglowym,
twardym i wykruszającym epoksyd. W niektórych wędziskach (DAM, Sportex
Shakespeare'a) czop jest zakończony grzybkiem gumowym o nieznacznie większej
średnicy. Chroni on przed wypadnięciem szczytówki, a także przed zbytnim
zbliżeniem segmentów. Ponadto, wciśnięty w szczytówkę, nadaje połączeniu
elastyczność. Powierzchnie złączy z jednakowych materiałów mają często skłonność
do zakleszczania się. Toteż firma "Mitchell" stosuje czop z odpowiednio
dobranego stopu metalowego. Spotyka się go przede wszystkim w wyrobach z włókna
węglowego lub borowego. Firma "Fenwick" z kolei wprowadziła odwrócone połączenie
tulejkowo- stożkowe. Nazwano je "Ferrule".
Polega na tym, że cieńszy dolnik
wchodzi w rozszerzoną szczytówkę. Właściwą wytrzymałość osiąga się przeważnie w
wędziskach z włókna węglowego. Podobne rozwiązanie stosują wytwórnie "Germina" i
"ABU". Ta druga połączyła dwa rodzaje złączy: czop wchodzący w szczytówkę z mufą
"Ferrule" obejmującą dolnik. Całość ma niewątpliwe zalety w postaci zwiększonej
wytrzymałości. Zwiększa się jednak ciężar wędziska,a pogarsza akcja. Mufa
ponadto, bardzo cienka, jest podatna na wyszczerbienie podczas transportu.
Wskazane więc byłoby zabezpieczyć Ją przez naklejenie cienkiego, dokładnie
dopasowanego pierścienia metalowego. Niestety, oznacza to dalsze dociążenie.
Przelotki
Pierwotna funkcja przelotek, jaką było prowadzenie żyłki od kołowrotka do
szczytówki możliwie blisko wędziska, została uzupełniona o drugą- rozkładanie
obciążeń na całą jego długość. Także klasyczna ich postać: pierścienie na
podstawkach mocowanych do blanku doczekała się różnych odmian. Do zasadniczych
cech tego elementu wędki należą: jakość powierzchni roboczej, zapewniająca
możliwie bezoporowe i nie niszczące prowadzenie żyłki, solidność konstrukcji,
ważna z uwagi na występowanie znacznych sił, lekkość, mająca znaczenie dla pracy
wędziska (ciężar przelotek liczy się w wymachach na równi z ciężarem zestawu,
błystki, sznura).
Do mniej może istotnych, ale wartych uwzględnienia, można
zaliczyć: geometryczne właściwości pierścienia, barwę, rodzaj stopki. Oczywistym
wymogiem jest odporność na korozję. Dla funkcjonowania całości istotne jest
wreszcie rozmieszczenie na wędzisku. przelotki z drutu stalowego odznaczają się
licznymi zaletami. Są tanie, lekkie, w wersjach bez lutowania- odporne na urazy
mechaniczne. Poważną wadę jednak stanowi podatność powierzchni roboczej na
zarysowanie. Trąca żyłka żłobi w niej lub wygniata mikrorowki. Te następnie
rysują powierzchnię żyłki. To znów przyczynia się do szybszego rysowania
przelotek i tak dalej. Wzajemne niszczenie przyśpiesza obecność twardej
zawiesiny (np. mułu) w wodzie, unoszonej na powierzchni żyłki tym obficiej, im
bardziej ona zmechacona.
Do pewnego stopnia można trwałość i odporność tych
przelotek podnieść przez chromowanie gładkie, w kąpieli z wybłyszczaczami, ale z
formowaniem powłoki twardej, narzędziowej, a nie miękkiej, dekoracyjnej. Mimo
wszystko jednak nie nadają się one raczej do wędek, w których byłyby intensywnie
wykorzystywane. Chodzi zwłaszcza o spinning, w którym żyłka stale trze o nie,
częstokroć przy znacznym obciążeniu, a więc i silnie naciskając. Jeśli Już, to w
pozycjach mniej narażonych, a więc z wyłączeniem szczytowej. A i to wymagają
częstej wymiany.
Powierzchnią nierównie twardszą i trwalszą, a przy tym gładką,
cechują się przelotki z pierścieniem ceramicznym lub szklanym. W tradycyjnych
wykonaniach odznaczały się jednak licznymi wadami, jak duża grubość, ciężar,
tłukliwość, luzy konieczne choćby z powodu różnicy rozszerzalności cieplnej
metalu i wkładki. Współczesna technologia pozwoliła je usunąć. Lekkie
pierścienie z białej ceramiki porcelanopodobnej osadza się teraz za
pośrednictwem amortyzującej wkładki z tworzywa sztucznego. Kolejne zmniejszenie
tarcia (o połowę w stosunku do ceramiki) uzyskano przez wprowadzenie wkładek ze
spieku tlenku aluminium. Przy okazji o prawie jedną trzecią cieńsza stała się
całość konstrukcji, czyli przy tej samej średnicy zewnętrznej powiększyła się
wewnętrzna. Dało to zarazem obniżenie ciężaru o przeszło jedną trzecią. Wzrosła
więc donośność i celność rzutów, zmalało natomiast zmiękczenie wędziska,
powodowane umieszczeniem na nim dodatkowego obciążenia. Roboczą powierzchnię z
tlenku aluminium mają niektóre przelotki "Daiwa", "Fuji" z serii "Fujihard" oraz
liczne inne.
Na tym nie koniec. Firma "Fuji" wprowadziła i opatentowała kolejny
materiał węglik krzemu. Od jego symbolu chemicznego SiC przelotki tej serii
oznacza się znakiem SIC. Twardość wzrosła o kolejną połowę w stosunku do tlenku
aluminium (trzykrotnie w stosunku do twardego chromu), czemu wyrób zawdzięcza
nazwę "Super Hard". Ponadto cechuje się ciężarem o jedną piątą mniejszym niż
poprzednie. W wersji najnowszej, nazwanej "Hardloy", zastosowano specjalny
montaż, bez amortyzatora, dzięki czemu jest ona o dalszych kilkadziesiąt procent
lżejsza. Podobnymi właściwościami odznaczają się pierścienie "Dynaflo" firmy
"Daiwa".
Dodatkową zaletą przelotek "Fuji SIC" jest, że wykładzina powierzchni
roboczej doskonale odprowadza ciepło. Jej przewodnictwo jest nawet trzykrotnie
wyższe niż w wypadku stali na twardo chromowanej. Cóż więc porównywać z
pierścieniami ceramicznymi lub z tlenku aluminium, mającymi wręcz właściwości
izolacyjne? Tak więc uwolniono się zarazem od kłopotów powodowanych miejscowym
nagrzewaniem przelotki przy szybkim wysnuwaniu naprężonej żyłki- np. podczas
energicznej ucieczki dużej ryby. Ciepło tarcia powodowało czasem nadtapianie
powierzchni linki, a tym samym jej matowienie i osłabienie. W proporcji do
jakości, ma się rozumieć, pozostaje cena poszczególnych typów. Zdecydowanie
najdroższe są "Fuji SIC".
Decydując się na ewentualny zakup warto więc zawsze
rozważyć, czy istotnie ich potrzebujemy. Ponadto należy się upewnić, czy nie
mamy do czynienia z falsyfikatem. We wszystkich przelotkach z wkładkami pojawia
się problem niezawodnego połączenia z podstawką. W wersjach przeznaczonych do
mniejszych obciążeń stosuje się stopki pojedyncze lub zwrócone w jedną stronę,
aby usztywniać wędzisko na jak najkrótszym odcinku. Dobierając przelotkę trzeba
zwrócić uwagę na właściwe uformowanie stopki. Musi ona całą powierzchnią
przylegać do blanku . W przeciwnym razie grozi jego uszkodzenie. W wyrobach
niższej klasy może to być kwestia nie tylko promienia krzywizny, ale zgoła
niestarannego wykonania. Jego też skutkiem bywają ostre krawędzie górne,
przecinające nić omotki. Co do barwy, to najczęściej spotyka się ostatnio
ciemnomatową. Kolor zresztą ma znaczenie mniejsze byle nie był zbyt krzykliwy.
Unikać zwłaszcza należy powierzchni połyskliwych, mogących odstraszająco działać
na ryby. Co do średnicy przelotek, to funkcjonowało kiedyś przekonanie, że-
zwłaszcza w wędziskach spinningowych- im ona większa, tym lepiej. Tym mniejsze
bowiem opory, na jakie natrafia żyłka, tym samym więc i rzuty dalsze. Spotykało
się nawet przelotki szczytowe tak obszerne, iż powiadało się, że stanowią
przymiar: jak szczupak przejdzie, to znaczy że niewymiarowy. W istocie duża
średnica jest nie tylko zbędna, ale i szkodliwa. Żyłka bowiem, wysnuwająca się z
kołowrotka o szpuli stałej (przy obrotowym problem w ogóle nie istnieje), nie
układa się po powierzchni stożka, lecz- po stłumieniu obrotów na pierwszej
przelotce (wprowadzającej albo gaszącej), przybiera kształt jak gdyby
obracającej się fali.
W miejscach jej węzłów odchylenia są znikome. Jeśli zatem
dokładnie w nich się umieści przelotki, to nawet w ciasnych tarcie nie będzie
zbyt duże. Oczywiście, rozłożenie tych punktów zależy od wielu czynników:
położenia przelotki wprowadzającej, rodzaju kołowrotka, elastyczności żyłki,
ciężaru przynęty i jeszcze innych. Toteż doświadczeni wytwórcy określają
wszystkie elementy, z jakimi ich wędziska powinny współpracować. Nie należy się
do tego odnosić jak do czystego chwytu reklamowego. Stosowanie się do wskazówek
pozwoli najczęściej w pełni wykorzystać zalety fabrycznego rozmieszczenia
przelotek.
Zbyt duża średnica, zwłaszcza przelotki gaszącej, sprawia, że żyłka
obraca się zbyt szeroko, przykleja się do wędziska i uderza o nie: zwłaszcza to
ostatnie nie służy ani jednemu, ani drugiemu (choć przesadą byłoby mówienie o
niszczeniu); wyrzut jest hamowany. Co więcej: niezależnie od kłopotów
transportowych, przelotka obszerna musi być albo ciężka, albo delikatna. Obie
możliwości mało zachęcające. Swego rodzaju próbę pogodzenia tych sprzecznych
wymagań stanowiły przelotki typu "Polygon" (=wielokąt), mające kształt jakby
zaokrąglonego trójkąta. Miały umożliwiać rzuty celniejsze i o jedną piątą dalsze
niż w wypadku zwykłych, okrągłych. Zapewne tak też i skutkowały. Zbyt szybko
zniknęły z rynku wędkarskiego, by dało się to niezawodnie potwierdzić.
Z
pewnością jednak wybiegu żyłki nie pogarszały. Samodzielne zakładanie przelotek
wymaga przede wszystkim upewnienia się, czy wędzisko się do tego nadaje.
Pamiętać bowiem trzeba, że stanowią one dodatkowe obciążenie, liczące się przede
wszystkim przy pracy dynamicznej, zwłaszcza przy zarzucaniu. Można powiedzieć,
że przelotki wykorzystują część ciężaru wyrzutowe go, przewidzianego dla blanku-
tym większą, im wyżej umieszczone. Ale nawet w zastosowaniach spokojnych,
statycznych, mogą spowodować niepożądany zwis, nadać skłonność do rozhuśtywania
się, np. przy zacięciu lub po zarzuceniu, i na inne sposoby pogarszać pracę.
Kolejny kłopot to dobór najkorzystniejszego rozmieszczenia. Najlepiej tu się
wzorować na konstrukcjach zbliżonych. Spotyka się wprawdzie zalecenia, że np. na
każde ileś tam wędziska powinna (średnio, nie dosłownie) przypadać jedna
przelotka, odległość pomiędzy kolejnymi zaś powinna się zmniejszać wedle jakiejś
reguły arytmetycznej. Formuły te mają jednakże zastosowanie tylko do określonego
typu. Jeśli w ogóle. Co do liczby zatem pozostajemy zdani na wzorce.
Co do
rozmieszczenia natomiast, to trzeba je dostosować do akcji: tym gęściej, im
większe ugięcie. Doświadczalnie można to ustalić choćby za pomocą drucianych
pierścieni mocowanych prowizorycznie, np. taśmą klejącą. Szukamy takiego ich
rozmieszczenia, przy którym, po naprężeniu żyłki do uzyskania granicznego
ugięcia wędziska, odległości jej cięciw do najwyższych punktów poszczególnych
łuków blanku będą jednakowe. Wyboru nie ma w wypadku wędzisk teleskopowych. W
nich jedynym miejscem mocowania mogą być końce segmentów (plus jedna ruchoma
przelotka na szczytówce). Rzadko oznacza to rozmieszczenie najkorzystniejsze.
Niewątpliwie najlepiej ograniczyć się do wymiany przelotek zużytych lub
uszkodzonych, zachowując fabryczne ich rozłożenie. Chyba że w praktyce wykryjemy
jakąś jego wadę.
Najczęstszym sposobem mocowania przelotek jest zakładanie
omotek. Nawija się je zawsze do stopki, nigdy od, równymi ścisłymi zwojami nici
mocnej, nie mechacącej się. Z dostępnych w kraju najbardziej nadaje się
"Torsol". Istnieje kilka metod kończenia. Do umocowania pierwszej stopki, drugą
mocuje się do blanku prowizorycznie, np. taśmą klejącą. Po zakończeniu nawijania
omotkę nasącza się żywicą epoksydową lub lakierem wodoodpornym.Przelotki
szczytowe, zwane też "tulipanami", miewają zamiast stopek tulejki do naciskania
na koniec wędziska. Taki rodzaj mocowania stanowi też regułę w wypadku przelotek
do teleskopów. I jedne, i drugie osadza się na klej. Tradycyjnie używano do tego
żywicy epoksydowej. Od pewnego czasu już bez trudu można kupić inny klej,
specjalny, mający postać pałeczek w oprawie (coś jak kredka do ust). Mięknie on
na gorąco, np. po podgrzaniu zapalniczką. W tym stanie się go rozprowadza i
szybko naciska tulejkę. Krzywo przyklejoną można bez trudu poprawić po ponownym
nagrzaniu. Stan przelotek i omotek trzeba stale sprawdzać i w razie potrzeby
(pęknięcia, porysowania, naderwania itp.) naprawić je lub wymienić.
Rękojeść, uchwyt kołowrotka
Zarówno zbyt gruba, jak i zbyt cienka rękojeść jest niewygodna w trzymaniu.
Jeśli zatem wędzisko w miejscu chwytu ma mniej niż 1,5 cm, zaopatruje się je w
okładzinę korkową lub- w modelach tańszych- z elastycznego tworzywa porowatego.
Długość i kształt zależą do typu wędziska, a także od rodzaju uchwytu
kołowrotka. Opracowano ich wiele. Najpopularniejszy, śrubowy, stosuje się przede
wszystkim w wędziskach muchowych, przystawkowych i spinningowych. W tych
ostatnich jednak szczególnie wyraziście się ujawniają dwie jego zasadnicze
niedogodności: niewygodny i zimny chwyt oraz skłonność do luzowania się podczas
wymachów.
Próbą usunięcia pierwszej jest wprowadzanie specjalnych długich
nakrętek. We własnym zakresie można sobie poradzić przez naciągnięcie, po
założeniu kołowrotka, rurki skórzanej- np. uciętego szerszego palca od rękawicy.
Nie tylko ociepla to uchwyt (ważne szczególnie w zimie) i łagodzi krawędzie, ale
także częściowo zapobiega luzowaniu się nakrętek. Od wszelkich tych uciążliwości
wydaje się także uwalniać swoista odmiana śrubowego- bagnetowe zaciskany uchwyt
"Ruck-Zuck" firmy "DAM". Uchwyt śrubowy, choć charakterystyczny raczej dla
wędzisk o rdzeniu cienkim w miejscu chwytu, stosuje się czasem także w
wędziskach grubych- teleskopowych.
Przybiera on postać specjalnej nakładki,
luźno nasuwanej i zaciskającej się na dolniku dopiero po dokręceniu stopki
kołowrotka. Bardziej dostosowany do takich dolników jest jednak uchwyt suwakowy.
Istotną jego zaletę stanowi możliwość mocowania w dowolnym miejscu. Do wad
należą niezbyt pewne na ogół mocowanie (trudno uniknąć niewielkich przynajmniej
luzów) oraz trudności otwierania. Toteż czasem kołowrotki do wędzisk
teleskopowych mocuje się po prostu za pomocą przylepca. Trzeba przy tym uważać,
aby stopką nie uszkodzić delikatnego blanku: zakładać tylko nasegment najniższy,
na wszelki wypadek dając podkładkę z czegoś niezbyt miękkiego.
W wędziskach z
rękojeścią korkową zdecydowanie wracają przesuwne pierścienie zaciskowe,
zarzucone niegdyś na rzecz nowocześniejszych uchwytów śrubowych. Wymagają
wprawdzie rękojeści korkowej o średnicy dokładnie jednakowej na całej długości,
ale za to dają możliwość zakładania kołowrotka w dowolnym wygodnym miejscu.
Szczególnie widoczne korzyści daje to przy metodzie angielskiej. Wszystkie
opisane wyżej uchwyty odznaczają się pełną wymiennością, tzn. że w każdym można
zamocować dowolny kołowrotek o ujednoliconej stopce. Istnieją również takie, w
których łączone elementy są fabrycznie do siebie dobrane: odpowiednio
ukształtowane zakończenie nóżki kołowrotka zaciska się przez obrót wokół osi
wprost na rdzeniu wędziska. Uchwyt jest pewny i wygodny, ale pierścieniowemu
ustępuje z powodu niemożności przesuwania.
Dobór, modyfikacje
Wędzisko jest jednym z najdroższych elementów sprzętu; jeśli zaś porównywać
wyroby jednakowej klasy to na pewno najdroższym. Jednocześnie, przy właściwym
użytkowaniu, może służyć najdłużej z nich. Warto więc w miarę możności starać
się o zaopatrzenie się w coś naprawdę dobrego, jednak przed dokonaniem zakupu
starannie rozważyć, jakim wymaganiom ma sprostać. Chodzi nie tylko o
dostosowanie do metody (spinning, spławik, mucha), ale i specjalizację w jej
obszarze, a często także osobnicze właściwości wędkarza.
Nie każdemu wszystko
jednakowo pasuje. Dane katalogowe mogą stanowić wskazówkę tylko wstępną. Mimo
standaryzacji, jednakowych miar itd. jednakowe co do charakterystyki wędziska
bynajmniej jednakowymi się nie okazują. Nie tylko bowiem każda firma ma swoją
specjalizację, ale jeszcze nierzadko zmienia ją z upływem czasu. Francuska
"Garbotino" na przykład przez kilkadziesiąt lat słynęła z wędzisk wyczynowych,
ale już jej sprzęt spinningowy raczej nie był poważany. Ostatnio i w tej
pierwszej dziedzinie przestała się liczyć. Niemiecka "DAM" natomiast jeszcze
dziesięć lat temu pozostawała wytwórcą sprzętu wyszukanego wprawdzie i
specjalistycznego, ale nadającego się tylko do łowienia czysto amatorskiego.
To,
że z jej wędzisk korzystał mistrz świata 1981 W. R. Kremkus, uważano raczej za
wyjątek od reguły. Dziś ma zawodnikom do zaoferowania wiele atrakcyjnych
rozwiązań wyczynowych. Wytwórcą rzetelnego sprzętu wszechstronnego pozostaje
angielski "Shakespeare". To rzecz jasna tylko wybrane przykłady. Więcej
wskazówek znajdzie Czytelnik w rozdziale poświęconym poszczególnym metodom.
Zawsze trzeba mieć na uwadze, że sprzęt im lepszy, tym bardziej
wyspecjalizowany. Przy samym zakupie trzeba dokładnie sprawdzić zgodność
właściwości z danymi katalogowymi. W ich braku z oczekiwaniami, potrzebami.
Akcję można ocenić oparłszy szczytówkę o coś nie rysującego (np. miękkie oparcie
fotela) i sprawdzając, jak się ugina pod naciskiem na dolnik. Warto też wędzisko
zważyć. Nawet renomowanym firmom zdarza się wypuścić cięższe niż podaje opis
techniczny.
Nawet niewielka różnica rzutuje potem tak na wygodę wędkowania, jak
na dynamiczne właściwości tego elementu. Dalej kwestia wyważenia i dokładności
wykonania. Szczególnie starannie trzeba więc obejrzeć całą powierzchnię, czy nie
ma na niej rys, wybrzuszeń. Sprawdzić dopasowanie złą czy; wszelkie luzy
dyskwalifikują je od razu. Przy próbie ugięcia przyjrzeć się, czy któraś część
nie jest nieproporcjonalnie sztywna lub miękka; z nielicznymi wyjątkami
krzywizna powinna równomiernie rosnąć w miarę zbliżania się do szczytówki. Jeśli
musimy się zadowolić wyrobem gorszym, to trzeba się zorientować, czy nie dałoby
się go udoskonalić. Kto na przykład przed laty zdobył radzieckie wędzisko
teleskopowe jedyne wówczas osiągalne po przystępnej cenie może je częściowo
przystosować do wymogów współczesnych. Trzeba tylko oryginalną szczytówkę pełną
wymienić na pustą.
Są do kupienia, niedrogie; wystarczy odpowiednio dobrać
średnicę i zbieżność. Zazwyczaj przy tych wędziskach potrzebne jest także
usztywnienie, przez skrócenie drugiego segmentu pustego (czyli trzeciego od
góry). Trzeba go przeciąć w mniej więcej jednej trzeciej od dołu, część węższą
skrócić tak, aby zakład miał około 5 cm, na tym odcinku zmatowić i skleić żywicą
epoksydową . Ewentualnie wyciśnięty jej nadmiar starannie zebrać, żeby nie
zostały nadlewy, koniec zewnętrzny zaś wzmocnić omotką najlepiej z nici typu
"Torsol". (To wędzisko, nawiasem, należy do nielicznych, które warto wyposażyć w
przelotki, choć fabrycznie się ich nie zakłada). Tok postępowania taki jak przy
skracaniu można zastosować przy naprawie wędki uszkodzonej. W konstrukcji
nasadowej nie trzeba nawet segmentu skracać, jeśli tylko się rozporządza
kawałkiem rurki o odpowiedniej zbieżności (np. resztka jakiego wędziska starego,
zniszczonego).
Przewężenie przestrzeni wewnętrznej w tym wypadku nie przeszkadza
tak, jak w teleskopówce. W segmenty cieńsze można zgoła wkleić kołek z tworzywa
tracąc, co prawda, w ten sposób możliwość chowania w nie jeszcze cieńszych, na
czas transportu. Toteż należy to traktować jako ostateczność. Tym bardziej, że
znacznie się w ten sposób zwiększa ciężar odcinka naprawianego, a także bardziej
się go usztywnia. Inny rodzaj modyfikacji polega na przedłużeniu wędziska o
dodatkowy dolnik. Do jego sporządzenia nadaje się rurka duraluminiowa. Używa się
takich np. do budowania lotni. Jej koniec trzeba obtoczyć do kształtu stożkowego
z zewnętrz lub od wewnątrz, zależnie od stosunku średnic przedłużacza i dolnika.
Jeśli rurka ma dolny segment objąć, to jego ostatnie kilkanaście centymetrów
należy doszlifować ręcznie. Wprawiwszy obrabianą część w obroty; inaczej trudno
uniknąć nieregularności przekroju, nie jest on idealnie okrągły. Powierzchnie
łączone nigdy nie mogą być cylindryczne; zawsze stożkowe. Po dokładnym
dopasowaniu złącze nie będzie w użytkowaniu odbiegać od pozostałych,
firmowych.
Użytkowanie
Do istotnych zalet wędzisk z
tworzyw należy, że nie wymagają one pieczołowitej konserwacji, jak bambus czy
drewno. Trzeba się jednak starannie z nimi obchodzić, zwłaszcza ze złączami.
Przede wszystkim- utrzymywać je- w absolutnej czystości. Chronić zwłaszcza przed
piaskiem. Nigdy nie należy zatem odkładać wędziska na ziemię; zawsze na
podpórki. Przy okazji zmniejszymy w ten sposób niebezpieczeństwo nieumyślnego
nadepnięcia.
Niezależnie od tych ostrożności po każdym łowieniu trzeba wszystkie
części starannie przetrzeć czystą ściereczką do sucha. Należy też unikać
moczenia wędzisk. Czasem jednak bywa to konieczne. Po wyschnięciu wody glony z
niej mogą wówczas zacementowač złącze. Próbę obruszania najlepiej przeprowadzić
w dwie osoby. Jedna oburącz trzyma segment tuż przy zakleszczonym połączeniu.
Druga, również oburącz, stara się obrócić ten drugi- lekko popychając, jeśli to
teleskop, lub odciągając, jeśli złącze jest nasadowe lub czopowe. Przy mocniej
zapieczonych nie należy zbyt się siłować, lecz raczej pomóc sobie przez
podgrzanie części zewnętrznej: zapalniczką (byle ostrożnie), wrzątkiem.
Próbę
rozdzielenia podejmujemy natychmiast, zanim zdąży się rozgrzać także część
wewnętrzna. Wykorzystujemy w ten sposób różnicę stopnia rozszerzenia cieplnego.
Można ją też wykorzystać inaczej oziębiając część wewnętrzną, przez napełnienie
wędziska zimną wodą (z łowiska). Zewnętrzną niezależnie od tego dobrze jest
podgrzac dłonią. Jeśli to wszystko nie daje wyniku, zwilżmy złącze-środkiem
przenikającym w głąb, typu "Penetrol" czy "Uf-fo". Po odczekaniu daje się na
ogół rozłączyć. W tym wypadku trzeba je potem szczególnie starannie umyć. Co
jakiś czas, zależny od częstotliwości używania, warto wetrzeć w złącze odrobinę
smaru bezkwasowego.
Najlepiej się nadaje silikonowy. Jego nadmiar dokładnie
zbieramy. Kłopotliwe w myciu są teleskopówki z przelotkami, uniemożliwiającymi
rozłożenie na poszczególne segmenty. Dokładnemu oczyszczeniu trzeba je poddawać
po mniej więcej miesiącu intensywnego użytkowania. Zdejmujemy w tym celu dolną
zaślepkę i górny kaptur, po czym częściowo wędzisko rozkładamy i moczymy w
wannie z letnią wodą z dodatkiem detergentu. Następnie silnym strumieniem wody,
powiedzmy z prysznica, dobrze przepłukujemy. Suszymy potem kilka godzin w
pozycji pionowej. Na koniec przecieramy złącza smarem. Długoletnie użytkowanie-
możliwe dzięki poprawnemu użytkowaniu i starannej konserwacji- sprawi, że drogi
zakup okaże się w ostatecznym rachunku opłacalny.
|
|